Młody Martyniuk nawywijał w samolocie, ale płacić nie chce! "Zamówiłem dwa piwa i colę" - CrowdMedia
Daniel Martyniuk brnie w narrację, że afera samolotowa to próba upokorzenia go i nie ma nic sobie do zarzucenia. Znów kręcił imbę na Insta.

Daniel Martyniuk nie czuje wstydu po awanturze, jaką wywołał na pokładzie samolotu. Co więcej, syn Zenka ani myśli płacić za awaryjne lądowanie. Winni są wszyscy, włącznie ze stewardesą, tylko nie on.
A ten dalej swoje
Daniel Martyniuk żyje w przekonaniu, że w przypadku jego wybryków, które oburzają opinię publiczną, a co najważniejsze, przynoszą wstyd i sprawiają przykrość jego rodzinie, wina nigdy nie leży po jego stronie. 36-letni syn gwiazdora disco polo regularnie publikuje na swoim profilu na Instagramie różne treści, w których oskarża swoich bliskich o brak zrozumienia i złe traktowanie. Często brzmi to jak bełkot, z którego niewiele można zrozumieć.
Tym razem w opublikowanej relacji napisał o niesławnej sytuacji sprzed trzech tygodni, gdy rozkręcił taką awanturę w samolocie lecącym z Malagi do Warszawy, że kapitan zdecydował się awaryjnie lądować we Francji, aby na miejscu zajęły się nim służby. Punktem zapalnym było to, że stewardessa nie chciała mu sprzedać piwa, na co ten zareagował agresywnie i wywołał burdę na pokładzie.
– Wizz Air potwierdza, że lot W6 1336 z Malagi do Warszawy został przekierowany do Nicei z powodu agresywnego pasażera, który groził członkom załogi pokładowej. Po usunięciu niezdyscyplinowanego pasażera w Nicei, samolot wznowił rejs i bezpiecznie poleciał do Warszawy z pozostałymi pasażerami – przekazał pracownik linii lotniczych.
O całej sprawie pisały nawet francuskie media. Pierwotnie zakładano, że młody Martyniuk będzie musiał osobiście ponieść koszty przymusowego lądowania, ale finalnie mu się upiekło, ponieważ przewoźnik nie zdecydował się na złożenie oficjalnej skargi. Ten jednak zamiast się cieszyć i pokornie zamilknąć, w dalszym ciągu robi z siebie ofiarę i rzuca oskarżeniami na lewo i prawo.
– Zapłaciłem za lot. Siedziałem na miejscu. Poprosiłem o dwa piwa i colę, a stewardesa oznajmiła, że mi nie da i to z szyderczym uśmieszkiem. Do tego ludzie zaczęli się wtrącać w to wszystko i mnie wyśmiewać. Pokazywali puszki z piwem, że oni mają, a ja nie. To, co się tam wydarzyło było bardzo chamskie. Francuska policja przyznała mi rację, bo widzieli, co się tam działo. Skomentowali to jako „hołota” – pisał na Instagramie. Co więcej, syn muzyka zapowiedział, że będzie walczyć o swoje „dobre imię” i wniesie sprawę przeciwko liniom lotniczym.
– Nie zapłacę nic i jeśli przegram, pójdę siedzieć, ale nie zapłacę nawet pół grosza. Pojutrze lecę do Strasburga. Fundacja Helsińska będzie to wszystko nadzorować i zobaczymy wtedy – odgrażał się w jednej z relacji.
Źródło: Pudelek
Udostepnij artykul
