Polityka i spoleczenstwo

Kaczyński zrobił TO specjalnie! Nowogrodzka miała sprytny plan, ale nic nie wyszło. „Trzeba było pokazać...”

6 kwietnia 2025, 21:07778 wyswietlen
Udostepnij:

Politycy PiS wykreowali narrację, według której w Sejmie doszło do awantury, bo biedny Jarosław Kaczyński został sprowokowany przez Romana Giertycha. Ale było odwrotnie. I prezes dokładnie wiedział, co robi. Jarosław Kaczyński i 50 posłów PiS zostało ukaranych przez Prezydium Sejmu za skandaliczną postawę podczas obrad Sejmu 2 kwietnia. Za wyzywanie Romana Giertycha od „sadystów” i „morderców” dostaną po kieszeni i stracą część uposażenia. Politycy z Nowogrodzkiej przekonują, że kary są niesprawiedliwe, bo przecież nie doszło do żadnego skandalu, a nawet jak była jakaś awantura, to przecież sprowokował ją Donald Tusk, rząd czy sam Giertych. Niepotrzebne można skreślić. PiS kreuje więc narrację o biednym, sprowokowanym prezesie. Kaczyńskiego zawsze ktoś prowokuje. Jak zdzieli kogoś w twarz na miesięcznicy, to oczywiście nie jego wina. Jak zwyzywa kogoś od sadystów – również jest niewinny. Ale w przypadku sejmowej awantury to naiwna narracja, bo cała Polska widziała, jak było: to Kaczyński wszedł na mównicę jako pierwszy, to on pierwszy rzucił skandaliczne słowa pod adresem mecenasa. A więc nie było tak, jak mówi PiS, tylko całkowicie odwrotnie. To nie prezes został sprowokowany, tylko sam prowokował. I wszystko miał obmyślone. – Od dawna pojawiał się na Nowogrodzkiej pomysł, aby sprowokować Romana Giertycha – przyznaje w rozmowie z „Newsweekiem” jeden

Kaczyński zrobił TO specjalnie! Nowogrodzka miała sprytny plan, ale nic nie wyszło. „Trzeba było pokazać...”

Politycy PiS wykreowali narrację, według której w Sejmie doszło do awantury, bo biedny Jarosław Kaczyński został sprowokowany przez Romana Giertycha. Ale było odwrotnie. I prezes dokładnie wiedział, co robi.

Jarosław Kaczyński i 50 posłów PiS zostało ukaranych przez Prezydium Sejmu za skandaliczną postawę podczas obrad Sejmu 2 kwietnia. Za wyzywanie Romana Giertycha od „sadystów” i „morderców” dostaną po kieszeni i stracą część uposażenia. Politycy z Nowogrodzkiej przekonują, że kary są niesprawiedliwe, bo przecież nie doszło do żadnego skandalu, a nawet jak była jakaś awantura, to przecież sprowokował ją Donald Tusk, rząd czy sam Giertych. Niepotrzebne można skreślić.

PiS kreuje więc narrację o biednym, sprowokowanym prezesie. Kaczyńskiego zawsze ktoś prowokuje. Jak zdzieli kogoś w twarz na miesięcznicy, to oczywiście nie jego wina. Jak zwyzywa kogoś od sadystów – również jest niewinny. Ale w przypadku sejmowej awantury to naiwna narracja, bo cała Polska widziała, jak było: to Kaczyński wszedł na mównicę jako pierwszy, to on pierwszy rzucił skandaliczne słowa pod adresem mecenasa.

A więc nie było tak, jak mówi PiS, tylko całkowicie odwrotnie. To nie prezes został sprowokowany, tylko sam prowokował. I wszystko miał obmyślone.

Od dawna pojawiał się na Nowogrodzkiej pomysł, aby sprowokować Romana Giertycha – przyznaje w rozmowie z „Newsweekiem” jeden z posłów PiS. Dlaczego? Aby wstrząsnąć sumieniem umiarkowanych wyborców KO.

Trzeba było pokazać umiarkowanemu elektoratowi Rafała Trzaskowskiego, że to jest kandydat popierany przez Romana Giertycha. A on jest najbardziej nielubianą osobą w całej Koalicji Obywatelskiej – wyjaśnia rozmówca „Newsweeka”. – Prowokację należy uznać za udaną – zapewnia informator gazety.

Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że to robienie dobrej miny do złej gry. Jak można nazwać prowokację za udaną, skoro dali się sprowokować… prezes i posłowie PiS. Giertych nie powiedział nic zdrożnego, pożartował najwyżej z rzekomego pokrewieństwa między nim a Kaczyńskim. To politycy PiS rzucili się na mównicę i podniosło żenujące okrzyki pod adresem posła KO. Nowogrodzka swoją „akcją – prowokacją” zrobiła tylko z mecenasa ofiarę, a politycy PiS potwierdzili swoją opinię awanturników.

I taki to efekt szachów 5D, w jakie niby gra strateg z Żoliborza.

Źródło: Newsweek

Udostepnij artykul

Komentarze

Ladowanie...

Dodaj komentarz