Nawrocki wymyślił, jak zwiększyć dzietność w Polsce, eksperci chwycili za kalkulatory. I nie rozumieją
Karol Nawrocki ma plan, jak rozwiązać problem niskiego przyrostu naturalnego w Polsce. Kandydat PiS twierdzi, że jako prezydent złożyłby w Sejmie projekt ustawy w tej sprawie. Co na to eksperci? Kolejny kandydat ma świetny pomysł Karol Nawrocki podłapał patent na mamienie swoich wyborców od Sławomira Mentzena i próbuje teraz przekonać ich do siebie pomysłami świetnych reform podatkowych. Szef IPN zapewnia, że ma świetne rozwiązanie na to, aby zwiększyć dzietność w Polsce. Bo przecież ludzie nie mają potomstwa tylko ze względu na to, że nie pozwala im na to sytuacja ekonomiczna, a jakby wychowanie dziecka było o wiele tańsze, co z pewnością każdy z nas dorobiłby się gromadki maluchów i to jeszcze przed 30-tką. Nawrocki zapewnia, że gdy tylko obejmie urząd prezydenta, to w Sejmie wyląduje jego projekt ustawy zawierający pięć rozwiązań na problem niskiego poziomu dzietności w Polsce. Jego pomysły wyglądają następująco: PIT 0% dla rodzin, gdzie jest minimum dwoje dzieci (zwolnienie do 140 tysięcy zł dochodu rocznie dla każdego rodzica wychowującego co najmniej 2 dzieci). Ulga prorodzinna dla przedsiębiorców rozliczających się podatkiem liniowym oraz ryczałtem. Podniesienie drugiego progu podatkowego do 140 tys. zł. Likwidację tzw. podatku Belki (podatku od zysków kapitałowych) również do poziomu 140 tys. zł dochodu rocznego.

Karol Nawrocki ma plan, jak rozwiązać problem niskiego przyrostu naturalnego w Polsce. Kandydat PiS twierdzi, że jako prezydent złożyłby w Sejmie projekt ustawy w tej sprawie. Co na to eksperci?
Kolejny kandydat ma świetny pomysł
Karol Nawrocki podłapał patent na mamienie swoich wyborców od Sławomira Mentzena i próbuje teraz przekonać ich do siebie pomysłami świetnych reform podatkowych.
Szef IPN zapewnia, że ma świetne rozwiązanie na to, aby zwiększyć dzietność w Polsce. Bo przecież ludzie nie mają potomstwa tylko ze względu na to, że nie pozwala im na to sytuacja ekonomiczna, a jakby wychowanie dziecka było o wiele tańsze, co z pewnością każdy z nas dorobiłby się gromadki maluchów i to jeszcze przed 30-tką.
Nawrocki zapewnia, że gdy tylko obejmie urząd prezydenta, to w Sejmie wyląduje jego projekt ustawy zawierający pięć rozwiązań na problem niskiego poziomu dzietności w Polsce. Jego pomysły wyglądają następująco:
- PIT 0% dla rodzin, gdzie jest minimum dwoje dzieci (zwolnienie do 140 tysięcy zł dochodu rocznie dla każdego rodzica wychowującego co najmniej 2 dzieci).
- Ulga prorodzinna dla przedsiębiorców rozliczających się podatkiem liniowym oraz ryczałtem.
- Podniesienie drugiego progu podatkowego do 140 tys. zł.
- Likwidację tzw. podatku Belki (podatku od zysków kapitałowych) również do poziomu 140 tys. zł dochodu rocznego.
- Waloryzację emerytur minimum o 150 zł i zawsze powyżej wskaźnika inflacji.
Czyli otrzymujemy kolejne deklaracje od PiS, mające zachęcić Polaków do masowej prokreacji, bo najważniejsze to mieć za co opłacić żłobek i chrzest bejbika w kościele. Ostatnia dekada rozdawnictwa pieniędzy w postaci +500 (obecnie już +800), którego efektem jest problem z wysoką inflacją, niczego ludzi nie nauczył.
Propozycję szefa IPN wzięli pod lupę eksperci z CenEA, którzy złapali się za głowę próbując podsumować, kto na tym by zyskał, a kto stracił. Jak wskazano, najbardziej absurdalna jest kwestia niespójności między „grupą wyborców, do których Nawrocki stara się dotrzeć, a tym, do kogo skierowany jest pakiet podatkowy”.
Jego plan zakłada podwyższenie progu podatkowego, a z drugiej strony obniżenie PIT dla rodzin z dziećmi, co finalnie zapewnia korzyści finansowe wśród najbogatszych podatników. Jak podliczono, z kwoty 19,1 miliarda złotych, które nie trafiłyby do kieszeni fiskusa, aż 12 miliardów złotych miałoby trafić do 20% Polaków o najwyższych dochodach. Czy to im należy się pomoc socjalna w kwestii wychowywania dzieci?
Źródło: Money.pl
Udostepnij artykul
